MOKS przegrywa w meczu beniaminków

26 Nov 2017

                  W 9 kolejce Futsal Ekstraklasy doszło do meczu dwóch tegorocznych beniaminków ligi. Na parkiecie w Słomnikach lepszym okazali się gospodarze pokonując nasz zespół 4:2 (2:1) . Bramki dla MOKS -u zdobyli: Marcin Firańczyk i Mateusz Lisowski.

 

Przedstawiamy relację z meczu okiem gospodarzy Lex Kancelaria Słomniki.

                      W drugim listopadowym spotkaniu LEX Kancelarii we własnej hali gospodarze mierzyli się z beniaminkiem z Białegostoku. Oprócz tego, że był to mecz o kolejne trzy punkty w tabeli a dla Słomniczan szansa na początek odbudowy, naruszonej podczas meczu z Rekordem, twierdzy Słomniki można było określić to starcie rywalizacją o nieoficjalny tytuł mistrza zeszłego sezonu w pierwszej lidze bez podziału na grupy. Mecz rozpoczął się od ataków gospodarzy w których brylował Leszczak. Widać iż zawodnik LEX Kancelarii wciąż jest w świetnej formie, która zapewniła jego drużynie trzy punkty w Gdańsku. W przeciągu pierwszej minuty trzykrotnie zagroził on bramce strzeżonej przez świeżo powołanego reprezentanta Polski Norberta Jendruczka. Sygnał ostrzegawczy podziałał bardzo mobilizująco na przyjezdnych. W odpowiedzi najpierw stworzyli spore zamieszanie w polu karnym Słomniczan nie zamieniając go jednak na bramkę. Chwilę później uderzał grający trener MOKS-u a jego próbę odbił strzegący naszej bramki Lasik. Nasz golkiper od początku spotkania oprócz zabezpieczenia dostępu do bramki próbował również zapisać się pozytywnym akcentem w ataku. Systematycznie rozpoczynał akcję dalekimi wyrzutami piłki, szybko przenosząc ciężar gry na stronę przyjezdnych. Goście nie wahając się ani chwili, bo już po pięciu minutach gry zaczęli korzystać ze swojego atutu jakim jest gra w przewadze z wykorzystaniem Jendruczka. Szachowali tym elementem gry obronę gospodarzy co chwila próbując tego elementu. Po jednej z takich akcji uderzał Citko a blokował go pracujący po obu stronach parkietu Leszczak. W odpowiedzi Adam Wędzony znalazł się w sytuacji jeden na jeden z bramkarzem rywali lecz na nasze nieszczęście przegrał ten pojedynek. Wynik meczu w dziesiątej minucie otworzył nie kto inny jak Sebastian Leszczak! Popularny „Leszczu” postanowił kontynuować swoją serię rozpoczętą jeszcze w zeszłą sobotę i zdobył bramkę po uderzeniu zza pola karnego. Po trzech minutach takim samym wyczynem popisał się Vakhula i Słomniczanie prowadzili już 2-0! Gracze z Białegostoku ani trochę nie zmienili swojej filozofii gry mimo utraty dwóch bramek. Wciąż próbowali gry w przewadze, decydowali się na zaskakujące uderzenia zza obrony. W piętnastej minucie groźnie zapowiadającą się kontrę rywali przerwał interweniując wślizgiem Andrzej Musiał. Niestety, jeszcze przed przerwą zawodnicy z Podlasia zdobyli kontaktową bramkę, której autorem był Marcin Firańczyk. Na drugą połowę podopieczni Miłosza Kocota wychodzili z zaledwie jednobramkową przewagą i było wiadome że utrzymanie jej będzie trudnym wyzwaniem. Pierwsze sekundy tylko potwierdziły te słowa. Marcin Firańczyk zaraz po wznowieniu gry uderzył w słupek dając poważne ostrzeżenie obronie gospodarzy. Drugiego zawodnicy LEX Kancelarii już nie otrzymali. Mateusz Lisowski zdobył bramkę, wyrównał stan spotkania i wywołał wielką radość w obozie MOKSu. W drugiej części rywalizacji gra wyraźnie się zaostrzyła i sędziowie musieli zacząć napominać graczy żółtymi kartkami. Pierwszy z tego powodu do protokołu wpisał się Marcin Czech. Słoneczny Stok dzięki zdobytej bramce poczuł wiatr w żaglach i ruszył bardzo mocno do ataku, stosując również pressing podczas próby odbioru piłki. Im dłużej trwał mecz to śmielej goście korzystali z gry w przewadze. Od dwudziestej siódmej minuty ich bramkarz praktycznie 80% czasu gry znajdował się na połowie Słomniczan, często decydując się na oddawanie strzałów po których interweniować musiał Lasik. Trener Citko cały czas mobilizował swoich zawodników, pobudzając ich do ciągłych ataków. Ci natomiast bardzo mocno wzięli sobie do serca rady swojego szkoleniowca i nie strudzenie atakowali bramkę LEXA co chwila będąc w dogodnej sytuacji lub oddając groźny strzał. W barwach gospodarzy najlepszą szansę w tej fazie meczu na bramkę miał Wędzony ale nie skierował on futsalówki do bramki po dobrze rozegranym rzucie wolnym. Niemoc strzelecką obu drużyn przerwał kapitan Słomniczan – Marcin Czech, który po przejęciu piłki pewnie trafił z własnej połowy do pustej bramki MOKSu. Minutę później wynik rywalizacji ustalił Roman Vakhula ambitnie, na wślizgu dobijając strzał kolegi z drużyny. Ostatnie trzy minuty upłynęły pod znakiem ataków gości, którzy chcieli jeszcze spróbować zmniejszyć straty i być może wywieź nawet jakieś punkty ze Słomnik jednak nie udało im się to i ostatecznie przegrali 2-4. Słomniczanie w najlepszy możliwy sposób wrócili na własną halę wygrywając mecz i zgarniając komplet punktów. Po porażce z Rekordem nie ma już śladu. Gracze LEX Kancelarii ponownie znaleźli się na ścieżce zwycięstw i dzięki temu wrócili (przynajmniej do poniedziałku) na drugie miejsce w tabeli. W piątek podopieczni Miłosza Kocota zmierzą się na wyjeździe z vice mistrzem Polski – Gattą Active Zduńska Wola. Bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim kibicom, którzy zjawili się na hali i pomogli nam w odniesieniu tego nie łatwego zwycięstwa! Dziękujemy!

LEX Kancelaria Słomniki – MOKS Słoneczny Stok Białystok 4:2 (2:1)

Leszczak 10’, Vakhula 13’, 37’ , Czech 36’ - Firańczyk 18’, Lisowski 22’ (http://lexkancelariaslomniki.futbolowo.pl)

 

A teraz ocena meczu przez trenera MOKS Adriana Citko , przekazana portalowi www.bia24.pl

                  - Przegraliśmy na własne życzenie. Przed meczem dużo mówiliśmy sobie na temat tego, jak grają rywale. Wiedzieliśmy, że często decydują się na uderzenia z dystansu. Dlatego mieliśmy wysoko wychodzić do bloku. Przy pierwszej i drugiej bramce dla gospodarzy był rykoszet, który zmylił Norberta. Później przed przerwą złapaliśmy kontakt. Zaraz po zmianie stron trafiamy w słupek. Zyskujemy sporą przewagę, kontrolujemy grę i wreszcie doskakujemy do rywali na 2:2. Od tego momentu mieliśmy pięć takich sytuacji, że wystarczyło tylko nogę dostawić. Gdybyśmy to wykorzystali, to spokojnie zamknęlibyśmy mecz i o nim zapomnieli. Graliśmy wycofani, Nora stracił piłkę i rywale strzelili na pustą bramkę. Mieliśmy więcej setek, niż u siebie z Pogonią, ale znów nie potrafiliśmy z tego umiejętnie skorzystać. Próbowaliśmy odrobić bramkę, ale zaliczyliśmy stratę. Po strzale z daleka piłka trafiła w słupek, ale szybciej dobiegł do niej rywal i ustalił wynik spotkania - opisuje przebieg meczu, grający trener Słonecznych, Adrian Citko.

- Cały czas płacimy frycowe. Nadal nie potrafimy dobić rywala, nie mamy jeszcze tego doświadczenia. W momencie kiedy było 2:2 rywal był już prawie na deskach. Niemożliwe jest to, jakie sytuacje marnowaliśmy. Świąt jeszcze nie ma, a my już prezenty rozdaliśmy. Gdyby spojrzeć w statystyki, to nie zdziwiłbym się, jeśli mieli ze cztery razy więcej strzałów. Nie mieliśmy szczęścia, rywale za to nie mogli na to narzekać. Raz, że te rykoszety, dwa że nasza nieskuteczność i po zawodach - kończy wyraźnie niepocieszony Citko.

 

 

 

 

Udostępnij na facebooku
Please reload